Podsumowań czas zacząć. cz. 3
Pozostało już tylko to najważniejsze.
Przed nami najlepsze albumy 2011.
20. Future Islands “On The Water”
19. The Weeknd “House of Balloons”
18. Kasabian “Velociraptor!”
17. Fleet Foxes “Helplessness Blues”
16. The Antlers ”Burst Apart”
15. Apparat “The Devil’s Walk”
14. Florence And The Machine ”Ceremonials”
13. Washed Out “Within And Without”
12. Austra “Feel It Break”
11. Snowman “The Best Is Yet To Come”
10. M83 “Hurry Up, We’re Dreaming”
9. Gang Gang Dance “Eye Contact”
8. Pj Harvey “Let England Shake”
7. The Twilight Singers “Dynamite Steps”
6. Bon Iver “Bon Iver”
5. The Boxer Rebellion “The Cold Still”
4. Cut Copy “Zonoscope”
3. The Black Keys “El Camino”
Rock’n'roll przeżywa renesans. Pojęcie: muzyka taneczna, nabiera nowego znaczenia.
2. John Maus ”We Must Become The Pitiless Censors Of Ourselves”
Niezwykła podróż w czasie.
1. Stateless “Matilda”
Przepiękne łączenie patosu i gitarowej wirtuozerii. Oryginalni i bezkonkurencyjni.
6 Styczeń 2012 @ 16:20
Bon Iver <3
6 Styczeń 2012 @ 16:22
Kasabian i M83 zawód roku jak dla mnie :<
Miło widzieć Johna na drugim, bo dla mnie jednak wygrał rok 2011, już dawno nie miałam na nikogo takiej fazy i nie słuchałam ciągle i nie odczuwałam potrzeby jechania na koncert za granicę, a jednak!Ogólnie dobre podsumowanie, w końcu muszę się zabrać za Black Keys i nowe Stateless :)
6 Styczeń 2012 @ 16:40
jedziesz na niego? :) a M83 Ci się nie podoba? ;o słuchałas ich dosc duzo…
cieszę się, choć wiesz jak to jest z podsumowaniami, zawsze komuś nie podpasuja do końca… a przecież te rankingi są zawsze subiektywne.
6 Styczeń 2012 @ 17:00
Już byłam na Johnie, 3 grudnia w Berlinie :)
z M83 podoba mi się tylko parę piosenek, znaczy się z tej nowej płyty chociaż z poprzednich też tylko po parę, nie wiem czemu, ale nie mogę przesłuchać ich płyt w całości…z nowej wymiata to “Intro” z Zolą <3
Twoje podsumowanie jest chyba najlepsze, bo jak patrzyłam na inne to żadne nie było tak dopasowane do mojego gustu.
6 Styczeń 2012 @ 17:10
szczęściara ^^
o taaak, uwielbiam ten kawałek <3 no i "wait" za ten romantyczny klimat ;d
o.O dzięki :) mnie zaskakuje w wielu obecność metronomy, uwazam, ze to strasznie słaba płyta.
6 Styczeń 2012 @ 17:17
I tak czekam na jego koncert u nas, u nas będzie lepiej i klub lepszy, bo ten w Berlinie był TRAGICZNY no i nie udało mi się z nim pogadać po koncercie więc trzeba nadrobić :<
Jeszcze "Reunion" fajne, takie przebojowe :)
Ja to za Metronomy ogólnie nie przepadam więc też mnie to dziwi.
6 Styczeń 2012 @ 19:57
pewnie przyjedzie na heńka :) bo do Krakowa na festiwal już chyba nie ma szans w tym roku xd chociaż ja oczywiście widzę go w wawie ^^
6 Styczeń 2012 @ 21:09
co Ty on na Heńka w życiu! nie pasuje tam, nawet w namiocie go sobie tam nie wyobrażam, on nawet nie gra po takich festiwalach, najszybciej bym go obstawiała na OFF-a jak już :)
Ja to chcę go obojętnie gdzie na klubowym koncercie, bo i tak nawet na kolanach bym poszła, w ogóle no modlę się o klubowy koncert a nie festiwal, bo ja muszę dotykać sceny i butów Johna haha
7 Styczeń 2012 @ 12:51
Sigur też rzekomo nie pasował xd na Heńka to teraz wszyscy przyjezdzają, a o Offie zapomniałam ;] też bym chciała klubowy, wtedy zupełnie inaczej się to wszystko odczuwa ^^
7 Styczeń 2012 @ 13:05
Słuchałem większości tych albumów, które wskazałaś w swoim podsumowaniu. Mogę napisać więcej. Mój ranking, który ukaże się na blogu za kilka dni (bo jeszcze układam płyty w miejsca), będzie obfitował w tytuły, które pojawiły się u Ciebie.
Mnie w ubiegłym roku spodobał się choćby doceniony także przez Ciebie Washed Out. Pisałem o nim na blogu bodajże w sierpniu i to właśnie na okres letni przypada początek mojej przygody z jego produkcjami. Warto posłuchać jego interpretacji wielkiego przeboju Chrisa Isaaka z końca lat 80. – “Wicked game”. Nie ma tego wykonania na płycie.
Zaczarował mnie ponadto Bon Iver – w szczególności w “Calgary” i “Beth/rest”. Ale o nim napiszę może innym razem.
7 Styczeń 2012 @ 13:37
Jestem bardzo ciekawa Twojego 1-wszego miejsca :)
Washed Out ma nawet taki wakacyjny klimat i gdy znowu włączam tą płytę, to przychodza mi na myśl letnie wspomnienia ^^
9 Styczeń 2012 @ 13:47
Po prostu wstyd mnie ogarnął – w całości z tej listy słuchałem tylko 6 płyt (wszystkie mniej lub bardziej mi się podobały ;), a konkretnie 3,4,6,10,13 i 14. W tym tygodniu chcę jeszcze posłuchać numeru 8. Zastanawiam się, czy w takiej sytuacji warto jest robić jakiś własny ranking (tak to jest, jeżeli w słuchaniu pełnych krążków rozsmakowało się dopiero w październiku…), ale potraktuję go jako pewnego rodzaju zapis wspomnień związanych z poprzednim rokiem. Ile by się tych płyt nie przesłuchała, zawsze słuchanie jakiejś dało wyjątkowo dużo radości albo okazało się wyjątkowo trafione w danym momencie, więc trzeba im oddać honor ;)
W tym tygodniu raczej nie uda mi się go skończyć, ale postaram się w następnym. Na razie mogę zdradzić tyle, że prawdopodobnie na pierwszym miejscu będzie amerykański artysta, ale jeszcze nie wiem jaki :), więc nie mogę powiedzieć, jaki reprezentuje styl, region itd.
W każdym razie tak ekstatycznych zachwytów nad płytami nr 1 i 2 nie widziałem, kiedy pewna Meksykanka zachęcała mnie do słuchania IAMX :), więc postaram się z nimi jak najszybciej zapoznać! Mam nadzieję, że uda mi się w tym tygodniu.